Witajcie, drodzy czytelnicy w pierwszym odcinku cyklu, gdzie wspominał będę gry, które zapadły mi w jakiś
specjalny sposób w pamięć. W dniu dzisiejszym - gra Gothic. Czym mnie urzekła,
co się przez nią stało w moim życiu? Zapraszam do czytania!
Zacznijmy może od tekstu, który jest wyświechtany niczym dziewka lekkich
obyczajów - Gothica można kochać za klimat, lub nienawidzić za niedoróbki i
bugi. Ja oczywiście należę do tej pierwszej grupy - osób, które w świecie
Gothica po prostu się zatraciły, które utonęły w gęstym klimacie zaszczucia i
niebezpiecznego świata, gdzie za każdym zakrętem może czaić się gotowy nas
zabić kwiatek lub inny ork.
Z Gothiciem zetknąłem się w bardzo wczesnym okresie mojego poważniejszego
giercowania, być może to była jedna z pierwszych moich naprawdę poważnych
gier... Mniejsza z tym - Gothic wciągnął mnie właśnie klimatem świata, w którym
rozgrywała się akcja. Więzienie, kolonia górnicza - miejsce porównywane do
piekła na ziemi, do którego nikt nie chciał trafić. I właśnie tu lądujemy my...
Gothic urzekł mnie tym, że nie jest to kolejny baśniowy świat fantasy, w którym
jesteśmy wybrańcem mającym uratować ludzkość, gdzie owa populacja ludzi wyznaje
cześć i chwałę bohaterowi, jakim jesteśmy... O nie - toż to jesteśmy kolejnym
frajerem, który trafił do piekła i stara się po prostu przetrwać i uwolnić z
więzienia, z którego ucieczki nie ma. Fakt, koniec końców ratujemy dupsko tym i
tamtym przed wielkim złym, ale nie ma tu wielkiej pompy, epickiego ukazania
zmagań dobra ze złem - jest klimat, który po prostu zabija.
Tak, wiem, ciągle tylko o klimacie pierniczę - ale Gothic miał też coś więcej.
Był on pierwszą grą z tak otwartą strukturą świata, w która grałem. Dzieło to
(tak, w temacie Gothica mogę mówić jak najbardziej, że jest to dzieło) nie
stawiała żadnych ograniczeń w eksploracji świata - pod warunkiem oczywiście, że
uda Ci się uciec lub przygotowany jesteś na wczytywanie zapisanego stanu gry.
Bo Gothic się nie patyczkuje z graczem - zejdziesz ze ścieżki w las i masz jak
w banku, że zaraz napadnie na Ciebie jakaś ponętna i gorąca maszkara, chcąca
włożyć sobie do ust Twoje organy wewnętrzne w celu konsumpcji.
W klimat Gothica należy wliczyć też świetne i przekonujące postacie -
szczególnie przyjaciół Bezimiennego. Do
dziś pamiętam, jak bardzo można było zżyć się z tymi postaciami. To dlatego
szukałem przez ponad kilka godzin Lestera, by tylko powiedzieć mu o spotkaniu
jego przyjaciół. Generał Lee? Kurczę, jedna z wspanialszych postaci - świetny i
twardy dowódca, ale też postać z dobrym sercem i mająca własny cel, do którego
dąży po trupach - człowiek z dumą i honorem, jakich mało w świecie Gothica.
Pytacie o moje najmilsze wspomnienie z tym dziełem? O scenę, która jest dla
mnie synonimem tej gry? Pobudka w Nowy Obozie, w chatce z której za
wcześniejszym pozwoleniem Gorna wywaliłem Krzykacza. Wyjście z chatki i
ujrzenie świata, który budzi się po nocy. Deszcz poza grotą i odruchowa myśl
"ja piernicze, znowu leje" - mało która gra pozwoliła mi się tak
wczuć w siebie, jak zrobił to Gothic. To jest klimat! Tak się powinno robić
gry!
Fakt, Gothic miał wiele mniejszych czy większych niedoróbek, z trudnym
sterowaniem na czele. Lecz skoro imersja tej gry była tak potężna, to wczucie
się w nią powodowało, że zapominałem o tych błędach natury technicznej...
Kurde, znaczy to tylko i wyłącznie tyle, że coś w tej grze było!
Lecz nie tylko niesamowitym klimatem Gothic zapisał się w mym "mhrocznym" serduszku jako gra niesamowita, wręcz wspaniała... Oprócz tego, był on zapalnikiem moich relacji sieciowych z innymi ludźmi, ale o tym wspomnę w przyszłości, gdy poświęcę tekst całej serii przygód Bezimiennego bohatera.
A na chwilę obecną... Bywajcie i "niech Innos zawsze ma was w swojej opiece!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz