niedziela, 29 kwietnia 2012

Dex wspomina #1: Gothic


Witajcie, drodzy czytelnicy w pierwszym odcinku cyklu, gdzie  wspominał będę gry, które zapadły mi w jakiś specjalny sposób w pamięć. W dniu dzisiejszym - gra Gothic. Czym mnie urzekła, co się przez nią stało w moim życiu? Zapraszam do czytania!

Zacznijmy może od tekstu, który jest wyświechtany niczym dziewka lekkich obyczajów - Gothica można kochać za klimat, lub nienawidzić za niedoróbki i bugi. Ja oczywiście należę do tej pierwszej grupy - osób, które w świecie Gothica po prostu się zatraciły, które utonęły w gęstym klimacie zaszczucia i niebezpiecznego świata, gdzie za każdym zakrętem może czaić się gotowy nas zabić kwiatek lub inny ork.
Z Gothiciem zetknąłem się w bardzo wczesnym okresie mojego poważniejszego giercowania, być może to była jedna z pierwszych moich naprawdę poważnych gier... Mniejsza z tym - Gothic wciągnął mnie właśnie klimatem świata, w którym rozgrywała się akcja. Więzienie, kolonia górnicza - miejsce porównywane do piekła na ziemi, do którego nikt nie chciał trafić. I właśnie tu lądujemy my...

Gothic urzekł mnie tym, że nie jest to kolejny baśniowy świat fantasy, w którym jesteśmy wybrańcem mającym uratować ludzkość, gdzie owa populacja ludzi wyznaje cześć i chwałę bohaterowi, jakim jesteśmy... O nie - toż to jesteśmy kolejnym frajerem, który trafił do piekła i stara się po prostu przetrwać i uwolnić z więzienia, z którego ucieczki nie ma. Fakt, koniec końców ratujemy dupsko tym i tamtym przed wielkim złym, ale nie ma tu wielkiej pompy, epickiego ukazania zmagań dobra ze złem - jest klimat, który po prostu zabija.

Tak, wiem, ciągle tylko o klimacie pierniczę - ale Gothic miał też coś więcej. Był on pierwszą grą z tak otwartą strukturą świata, w która grałem. Dzieło to (tak, w temacie Gothica mogę mówić jak najbardziej, że jest to dzieło) nie stawiała żadnych ograniczeń w eksploracji świata - pod warunkiem oczywiście, że uda Ci się uciec lub przygotowany jesteś na wczytywanie zapisanego stanu gry. Bo Gothic się nie patyczkuje z graczem - zejdziesz ze ścieżki w las i masz jak w banku, że zaraz napadnie na Ciebie jakaś ponętna i gorąca maszkara, chcąca włożyć sobie do ust Twoje organy wewnętrzne w celu konsumpcji.

W klimat Gothica należy wliczyć też świetne i przekonujące postacie - szczególnie przyjaciół Bezimiennego.  Do dziś pamiętam, jak bardzo można było zżyć się z tymi postaciami. To dlatego szukałem przez ponad kilka godzin Lestera, by tylko powiedzieć mu o spotkaniu jego przyjaciół. Generał Lee? Kurczę, jedna z wspanialszych postaci - świetny i twardy dowódca, ale też postać z dobrym sercem i mająca własny cel, do którego dąży po trupach - człowiek z dumą i honorem, jakich mało w świecie Gothica.
Pytacie o moje najmilsze wspomnienie z tym dziełem? O scenę, która jest dla mnie synonimem tej gry? Pobudka w Nowy Obozie, w chatce z której za wcześniejszym pozwoleniem Gorna wywaliłem Krzykacza. Wyjście z chatki i ujrzenie świata, który budzi się po nocy. Deszcz poza grotą i odruchowa myśl "ja piernicze, znowu leje" - mało która gra pozwoliła mi się tak wczuć w siebie, jak zrobił to Gothic. To jest klimat! Tak się powinno robić gry!

Fakt, Gothic miał wiele mniejszych czy większych niedoróbek, z trudnym sterowaniem na czele. Lecz skoro imersja tej gry była tak potężna, to wczucie się w nią powodowało, że zapominałem o tych błędach natury technicznej... Kurde, znaczy to tylko i wyłącznie tyle, że coś w tej grze było!

Lecz nie tylko niesamowitym klimatem Gothic zapisał się w mym "mhrocznym" serduszku jako gra niesamowita, wręcz wspaniała... Oprócz tego, był on zapalnikiem moich relacji sieciowych z innymi ludźmi, ale o tym wspomnę w przyszłości, gdy poświęcę tekst całej serii przygód Bezimiennego bohatera.

 A na chwilę obecną... Bywajcie i "niech Innos zawsze ma was w swojej opiece!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz