Sentymentalność. Wada czy zaleta? Czy przywiązanie do
jakiegoś przedmiotu z powodu sentymentu oznacza, że jesteśmy materialistami?
Czy jest to wada czy może zaleta? Jakie są jej granice? Te i kilka innych pytań
stawiam sobie od kilku tygodni, a nasiliły sie one jeszcze bardziej wraz z
założeniem tego bloga. Dlaczego?
Odpowiedź wyjawiam poniżej...
Swego czasu, dawno, dawno temu (będzie ze trzy tygodnie) podczas rozmowy z
pewną znajomą, (nazwijmy ją Anastazją) weszliśmy na temat tego, jak bardzo
moglibyśmy poświęcić coś na rzecz ukochanej osoby. Może jaśniej: padło pytanie,
czy byłbym gotów sprzedać moje PSP, na które zbierałem długo i mozolnie, ale
też w pocie czoła i zmęczeniu mięśni (roznoszenie ulotek nie jest takie hop-siup,
jakby się wydawało), by kupić prezent swojej ukochanej. I to pytanie lekko mnie
zagięło, gdyż choćbym nie wiem jakimi argumentami operował, odpowiedź była
tylko jedna - "chyba Cię pojebało" (oczywiście w wersji
grzeczniejszej). Tak, wiem, teraz posypią się komcie żem materialista, że
samolub i takie tam obelgi...
Owa Anastazja za to stwierdziła, że ona bez żadnych zahamowań poświęciła by się
i sprzedała swoją kolekcję książek Stephena Kinga, (którego jest fanką), byleby
tylko zyskać fundusze na zakup upominku dla ukochanego... Czyli jest ona tą
dobrą osobą, wzorem do naśladowania? Cóż, w tym miejscu bym się kłócił.
Oba poglądy są na pierwszy rzut oka proste i klarowne: jam jest złem i mrokiem
świata tegoż, a ona wybawicielką i zbiorem cnót wszelakich. Jednak co będzie,
jak zajrzymy głębiej? Spójrzmy na to po kolei:
1. Fakt, wiem że w moim przypadku mogę być uznany za materialistę, ale...
Cholibka, ja w końcu na to PSP zbierałem, pracowałem, odmawiałem sobie wielu
rzeczy by je zdobyć - jest dla mnie symbolem, że "jak chcę, to potrafię".
Gdy spojrzę na nie, wezmę do ręki - przypomnę sobie jak dużo wysiłku kosztowało
mnie to właśnie małe urządzenie.
2. A prezent dla partnerki? Zaiste, nie stać mnie - trudno, na daną chwilę nie
dostanie ona prezentu czy też upominku. Poza tym, czy taki prezent jest ważny?
Czy ona jest, uwaga, materialistką(!), że musi dostać prezent? Nie wydaje mi
się... Ogółem, uważam że prezenty nie są ważne gdy jest się w związku...Oczywiście
nie mówię, że macie od razu o nich zapomnieć - chodzi mi o to, że nie pełnią
najważniejszej roli - jeśli Cię w danej chwili nie stać, a wybranka ma urodziny
czy coś w tym stylu, zrób po prostu coś takiego, co będzie wspanialsze od
najdroższej wycieczki na Karaiby (nie, nie mówię, że od razu ma to dziecko
być).
3. Przechodząc w końcu do tego, co mówiła Anastazja - kurde, dla mnie to jest
dopiero dowód na bycie materialistą - przecież są inne sposoby, by zadowolić
faceta (ej, bez podśmiechiwania się!), nie musi to od razu być jakiś prezent.
Bez urazy, ale dla mnie lekko trąca to właśnie materializmem - tak, wiem że
Anastazja chciałaby jak najlepiej i jest to forma wyznania, że jej najdroższy
jest ponad wszystkim - ale kurczę, ja gdybym był jej facetem, nie potrafiłbym
zaakceptować tego, że sprzedała swoją ulubioną serię książek po to, by kupić mi
Mass Effect 13: Intro. Nie potrafiłbym czuć satysfakcji z dostanego prezentu
gdybym wiedział, że moja ukochana poświęciła swoją kolekcję na rzecz owego
prezentu.
Możliwe jest, że to jednak ze mną jest coś nie tak - gdy spojrzę na półeczkę z
grami, widzę długi czas mojego życia, widzę, jak bardzo od czasu kupna
pierwszej gry z tej półeczki się zmieniłem. Gdy spojrzę na kolekcję CD-Action
przypominam sobie wiele momentów i upadków mojego życia... Kurczę, to wszystko
to ja, to moje wspomnienia, dlatego będę je pielęgnował i nie oddam ich!
Oczywiście, nie myślcie że najeżdżam na to, jakim podejściem wykazała się
Anastazja - cenię sobie jej poświęcenie dla drugiej osoby, aczkolwiek nie musze
się z nim zgadzać :) .
Została jeszcze jedna kwestia, którą poruszyłem we wstępie... Chodzi mi o to,
że jestem człowiekiem sentymentalnym, czego dałem przykład kilka linijek wyżej.
Dlatego też, przywiązany jestem do większości moich tworów, jak np.: świat w
Minecrafcie (ponad 200 godzin grania w jednym świecie) lub teksty. A to właśnie
o moją twórczość pisarską się rozchodzi.
Jest to nowy blog, "nowy początek", więc zastanawia mnie, czy
przenieść tutaj moje stare recenzje? Oczywiście, jako dodatek a nie jako główne
teksty. Zwykłe zapychacze w dniach posuchy, filery. Czy może nie oglądać się
wstecz i zabrać się za tworzenie całkiem nowych tekstów? Hm? No co tak
patrzycie, jakbyście myślącego Dexa nie widzieli - to jest pytanie do was. Co
wy chcecie? Mam nadzieję, że odpowiecie mi w komentarzu :) .
A teraz, jako że zaczyna się weekend majowy - miłego wypoczynku :). Bywajcie.
Myślę, Dexu, że my baby mamy w sobie więcej sentymentalistki(o ile istnieje takie słowo. Słownik mi nie podkreśla, więc zakładam, że istnieje) , niż materialistki :) Tak więc bardziej ucieszymy się z samej pamięci, np. o rocznicy, urodzinach itp. niż z czegoś, co, aby kupić, musieliście rozedrzeć swoje serce.
OdpowiedzUsuńTeż nie wyobrażałabym sobie sprzedaży swej kolekcji Death Note'a (o zgrozo!), więc w tym argumencie stoję po Twojej stronie (choć też za materialistkę się nie uważam).
Myślę, że stare recenzje mógłbyś gdzieś zalinkować na blogu, ale... za filerami nigdy nie przepadałam ;)
Wybacz wylewność~
No, to że i ja nie sprzedałbym nic z tematyki gameingowej co posiadam, nie oznacza że też materialistą jestem :P
UsuńHm... chyba jednak w ogóle pominę stare recenzje - żal ino, że są one na takim a nie innym blogu :P
Mhm, wydaje mi się, że sentyment niekoniecznie musi być powiązany z rzeczami drogimi :P .
OdpowiedzUsuńU mnie na strychu siedzą sobie w worku maskotki(Sapcio, Munio, Chines, Baksio, Żabok, Prosiaczek) i za żadne skarby ich nie oddam, gdyż są one niemal całym moim dzieciństwem.
PSP lub książki mógłbym sprzedać, bo skoro nie stać mnie na to, aby kupić komuś prezent, to znaczy, że nie stać mnie na chleb w przyszłym miesiącu.
A jak komuś było by po prostu miło jakbym sprzedał PSP/książkę, to obie strony muszą się zastanowić, czy radość jednej zrekompensuje smutek drugiej
PS. Chyba nie ma sensu wlec za sobą worka z recenzjami :D
Ja wiem że sentymentalizm nie musi być powiązany z rzeczami drogimi - czego dowodem obrazek, który narysowała dla mnie koleżanka :)
UsuńA co do recenzji... chyba (podkreślam: chyba) masz rację :)
rofl nie ma życia poza grami - to cholerstwo nakazuje mi się zalogować ,a tegoż nie zrobię dlatego wam pierdoły ( Sapcio i Paskuda ) zostawiam domyślenie się tego kto to napisał !
UsuńSzkoda że nie zrozumiałeś sedna naszej rozmowy ;) ale to normalne całkiem ;)
OdpowiedzUsuń:)
Rozmowa miała na celu pokazanie, że gdyby była taka potrzeba, bez wahania pozbyłabym się rzeczy materialnej :) nie chodzi tu o "kupowanie" kogoś i jego uczuć lub wyrażanie uczuć przez rzeczy materialne, trzeba umieć znaleźć ten subtelny szczegół ;) a co do tego całego "PSP" to chodziło o to, że mając uzbierane pieniądze na to coś :P byłbyś w stanie poczekać jeszcze trochę i przeznaczyć część środków na prezent dla ukochanej/ukochanego :x gdyby akurat była okazja ;) więc chyba się nie zrozumieliśmy ;)
OdpowiedzUsuńMożliwe że się nie zrozumieliśmy :P Lecz mogłąś wytłumaczyć to podczas rozmowy, a nie dopiero tutaj, po fakcie popełnienia tekstu o tym :) .
UsuńAle dlatego nie użyłem twego imienia - by nie było, że są to dokładnie Twoje poglądy :P
Owszem, ale akurat nie trudno mi sie było domyślić wiesz?:D a czemu nie tu? nie ma sie czego wstydzic ;)
Usuń"...to chodziło o to czy*..."
OdpowiedzUsuńWybaczcie piszę tu pierwszy raz i trochę jestem nieogarnięta ;)