piątek, 11 maja 2012

FlatOut: Apokalipsa [recenzja]


Spokojna, polna droga. Kicają zajączki, śpiewają ptaszki. Słoneczko świeci, na niebie leniwie sunął białe obłoczki. Aż nagle, zza zakrętu wypada tuzin samochodów. Słychać odgłosy tłuczonych szyb, gniecionych karoserii. W powietrzu latają części owych samochodów, elementy otoczenia oraz, co nie jest rzadkim widokiem, kierowcy. "Rany Boskie, apokalipsa!" - ktoś mógłby krzyknąć. "Racja", mógłbym odpowiedzieć.

FlatOut 2 i pół
Omawiany dzisiaj tytuł to nieformalna, trzecia część serii FlatOut. Czemuż nieformalna? Bo została początkowo wydana na konsolę Xbox 360, jako ulepszona względem PeCetowej wersji drugiej odsłony. Idąc za ciosem, po jakimś czasie została ona również wydana na komputerach klasy PC, z czego jestem wielce rad. Powód tej radości przedstawiłem już pokrótce we wstępie, który mógłby wystarczyć za cała recenzję, jednakże jako człowiek szanujący swoich czytelników, pozwolę sobie rozpisać się trochę bardziej.

Derby!!!
FlatOut: Apokalipsa (będę używał polskiego podtytułu, gdyż czemuż by nie?) pozwala bawić się na kilka sposobów. Oczywiście, głównym trybem są mistrzostwa, które dzielą się na trzy klasa: każda z nich odpowiada trzema rodzajom samochodów. Są to skazane na totalną zagładę pojazdy z klasy derby, zdecydowanie szybsza i wytrzymalsza klasa wyścigowa, no i oczywiście najszybsza, aczkolwiek kosztem wytrzymałości - klasa uliczna.
Zawody każdej klas to seria pucharów, składająca się z kilku wyścigów, maksymalnie sześciu. Oprócz nich, po ukończeniu każdego z pucharów, otrzymujemy dostęp do specjalnej zabawy: zwyczajna rozwałka na arenie w stylu starusieńkiego Destruction Derby; wyścig na czas, gdzie faktycznie trzeba się nagimnastykować by zdobyć złoto; lub też rajd po arenach, gdzie nierzadkim widokiem są latający kierowcy samochodów.
Oprócz samych mistrzostw, możemy również spróbować się w Trybie Rozwałki, gdzie startujemy w różnych konkurencjach. Mamy wyścig z bombą, gdzie musimy zmieścić się między punktami kontrolnymi w wyznaczonym czasie, gdyż inaczej.... BOOM! Mamy też wyścig z rozwałką, gdzie naszym zadaniem jest sianie zniszczenia i głoszenie apokalipsy w jak najbardziej punktowany sposób. No  jest też oczywiście kaskaderka - czyli lista sposobów, jak można w punktowany i pomysłowy sposób zabić kierowcę, który właśnie wyleciał przed przednią szybę: mamy tu kręgle, skoki narciarskie, lot przez ogniste okręgi... Rany, twórcy musieli być strasznymi sadystami.
Możemy również bawić się w trybie imprezowym - wybieramy liczbę graczy i zasiadamy do konkurencji kaskaderskich walcząc o tytuł najlepszego. Tak więc, w całej grze naprawdę jest co robić.

Będę brał cie... w garażu.
Dobra, rozpisuję się tutaj o samych imprezach w których bierze udział gracz, ale przecież na piechotę się nie ściga, czyż nie? Tego samego zdania byli zapewne twórcy, umieszczając w swojej produkcji pokaźną liczbę samochodów (niestety - nie licencjonowanych)podzielonych na wspomniane wcześniej trzy klasy. W każdej klasie na początku jesteśmy skazani na  najwolniejsze bryki, lecz wraz z postępami w karierze, zostają odblokowane coraz to szybsze monstra za kierownica których możemy się sprawdzić. I tutaj ujawnia się jedna z większych wad gry - w całej rozgrywce dane mi było spróbować tylko sześć różnych pojazdów, po dwa na każdą klasę. Fakt, każdy z nich był po maksymalnym tuningu, lecz... no, mimo wszystko pozostaje niesmak tego, że tylu wozów nie wypróbowałem.
Jak przed chwilą wspomniałem, występuje też opcja tuningu samochodów. Każda kupowana część wpływa na minimum dwa współczynniku samochodu, nierzadko na zasadzie "większa szybkość kosztem sterowności". Części dzielą się na słabsze, lepsze i najlepsze, gdzie oczywiście kupując najlepszą, mam automatycznie montowane te słabsze.

Armagiedon!
Do samochodu wsiedliśmy, na trasę zajechaliśmy. Teraz tylko odliczanie: trzy... dwa... jeden... Start! W momencie startu jeszcze wszyscy jadą grzeczniutko i spokojnie, niczym podczas wyścigu ToCA, lecz już na pierwszym zakręcie słychać dźwięki gniecionej blachy, w powietrzu latają urwane części samochodu i jak elementy otoczenia. Coś wybucha, nad głowami latają kierowcy, zwiastują swym lotem totalny rozpierdziel jaki będzie miał za chwilę miejsce na trasie.
Przy tym wszystkim, sterowanie samochodem jest totalnie zręcznościowe. Szczerze, to nie wyobrażam sobie jakiegoś realistycznego modelu jazdy w tej grze. Ten obecny, mimo iż niezbyt prosty, jest szalenie satysfakcjonujący.

Wieś spokojna, wieś wesoła...
Skoro już wspomniałem o latających częściach tras w poprzednim akapicie, pozwolę sobie rozwinąć ten temat. Na pudełku gry widnieje informacja, że na każdej z tras znajdziemy ponad 8000 przedmiotów gotowych na apokalipsę, jaką im szykujemy. Nie wiem czy ta liczba nie jest trochę przesadzona, ale naprawdę, ilość owych rzeczy przekracza grubo kilka tysięcy.
A wszystko to wygląda po prostu malowniczo na samych trasach. Tory na których się ścigamy znajdują się w kilku miejscówkach: miasto, wieś, złomowisko wraków samolotów czy też totalne odludzie. Każde z tych miejsc wygląda po prostu przepięknie, chociaż można czasem czepiać się zbyt dużej ilości elementów dekoracyjnych na trasach (które to elementy, oczywiście, mogą zostać ofiarami naszej apokalipsy).
Do pełnego efektu szerzonego przez nas armagedonu brakuje tylko dobrej, rockowej muzyki... O której twórcy też pomyśleli: jesteśmy atakowani 20 utworami, które w trakcie wyścigu skutecznie podbijają nie niski już poziom naszej adrenaliny. Szkoda jedynie, że gdy muzyka przestaje grać, słychać w tle nijakie dźwięki samochodów. Lecz nie można mieć wszystkiego, czyż nie?

Meta!
FlatOut: Apokalipsa to gra, przy której można wrzucić na totalny luz. Fakt, jest wymagająca, ale zwycięstwa dają satysfakcję. Sianie samochodem totalnego rozpierdzielu przy akompaniamencie fajnej, rockowej muzyki - powiedzcie mi, kto o tym nigdy nie marzył? Pani w tylnym rzędzie? A nie, pani tylko ziewała... Tak więc moje robaczki, polecam wam tą odsłonę FlatOuta z całego serduszka mojego :)


Ocena: 8/10

1 komentarz:

  1. Dex... kto Ci u licha kazał mordować kierowcę?! To jest sport, skoki w dal, w wyż, ewentualnie hazard jakiś, ale nie mordowanie! Owszem, można wylecieć przez przednia szybę, ale wszędzie są materace i kartony(wbrew pozorom bezpieczne)!

    Wystarczy spojrzeć na oznaczenie PEGI, +12, w grach z takim oznaczeniem zły skrzat może co najwyżej wyparować.

    Jak widać problem nie tkwi w grach, ale w graczach...

    S

    OdpowiedzUsuń