Spokojna, polna droga. Kicają zajączki, śpiewają ptaszki.
Słoneczko świeci, na niebie leniwie sunął białe obłoczki. Aż nagle, zza zakrętu
wypada tuzin samochodów. Słychać odgłosy tłuczonych szyb, gniecionych
karoserii. W powietrzu latają części owych samochodów, elementy otoczenia oraz,
co nie jest rzadkim widokiem, kierowcy. "Rany Boskie, apokalipsa!" -
ktoś mógłby krzyknąć. "Racja", mógłbym odpowiedzieć.
FlatOut 2 i pół
Omawiany dzisiaj tytuł to nieformalna, trzecia część serii FlatOut. Czemuż
nieformalna? Bo została początkowo wydana na konsolę Xbox 360, jako ulepszona
względem PeCetowej wersji drugiej odsłony. Idąc za ciosem, po jakimś czasie
została ona również wydana na komputerach klasy PC, z czego jestem wielce rad.
Powód tej radości przedstawiłem już pokrótce we wstępie, który mógłby
wystarczyć za cała recenzję, jednakże jako człowiek szanujący swoich
czytelników, pozwolę sobie rozpisać się trochę bardziej.
Derby!!!
FlatOut: Apokalipsa (będę używał polskiego podtytułu, gdyż czemuż by nie?) pozwala
bawić się na kilka sposobów. Oczywiście, głównym trybem są mistrzostwa, które
dzielą się na trzy klasa: każda z nich odpowiada trzema rodzajom samochodów. Są
to skazane na totalną zagładę pojazdy z klasy derby, zdecydowanie szybsza i
wytrzymalsza klasa wyścigowa, no i oczywiście najszybsza, aczkolwiek kosztem
wytrzymałości - klasa uliczna.
Zawody każdej klas to seria pucharów, składająca się z kilku wyścigów,
maksymalnie sześciu. Oprócz nich, po ukończeniu każdego z pucharów, otrzymujemy
dostęp do specjalnej zabawy: zwyczajna rozwałka na arenie w stylu
starusieńkiego Destruction Derby; wyścig na czas, gdzie faktycznie trzeba się
nagimnastykować by zdobyć złoto; lub też rajd po arenach, gdzie nierzadkim
widokiem są latający kierowcy samochodów.
Oprócz samych mistrzostw, możemy również spróbować się w Trybie Rozwałki, gdzie
startujemy w różnych konkurencjach. Mamy wyścig z bombą, gdzie musimy zmieścić
się między punktami kontrolnymi w wyznaczonym czasie, gdyż inaczej.... BOOM!
Mamy też wyścig z rozwałką, gdzie naszym zadaniem jest sianie zniszczenia i
głoszenie apokalipsy w jak najbardziej punktowany sposób. No jest też oczywiście kaskaderka - czyli lista
sposobów, jak można w punktowany i pomysłowy sposób zabić kierowcę, który
właśnie wyleciał przed przednią szybę: mamy tu kręgle, skoki narciarskie, lot
przez ogniste okręgi... Rany, twórcy musieli być strasznymi sadystami.
Możemy również bawić się w trybie imprezowym - wybieramy liczbę graczy i
zasiadamy do konkurencji kaskaderskich walcząc o tytuł najlepszego. Tak więc, w
całej grze naprawdę jest co robić.
Będę brał cie... w garażu.
Dobra, rozpisuję się tutaj o samych imprezach w których bierze udział gracz,
ale przecież na piechotę się nie ściga, czyż nie? Tego samego zdania byli
zapewne twórcy, umieszczając w swojej produkcji pokaźną liczbę samochodów (niestety
- nie licencjonowanych)podzielonych na wspomniane wcześniej trzy klasy. W
każdej klasie na początku jesteśmy skazani na
najwolniejsze bryki, lecz wraz z postępami w karierze, zostają
odblokowane coraz to szybsze monstra za kierownica których możemy się
sprawdzić. I tutaj ujawnia się jedna z większych wad gry - w całej rozgrywce
dane mi było spróbować tylko sześć różnych pojazdów, po dwa na każdą klasę.
Fakt, każdy z nich był po maksymalnym tuningu, lecz... no, mimo wszystko
pozostaje niesmak tego, że tylu wozów nie wypróbowałem.
Jak przed chwilą wspomniałem, występuje też opcja tuningu samochodów. Każda
kupowana część wpływa na minimum dwa współczynniku samochodu, nierzadko na
zasadzie "większa szybkość kosztem sterowności". Części dzielą się na
słabsze, lepsze i najlepsze, gdzie oczywiście kupując najlepszą, mam
automatycznie montowane te słabsze.
Armagiedon!
Do samochodu wsiedliśmy, na trasę zajechaliśmy. Teraz tylko odliczanie: trzy...
dwa... jeden... Start! W momencie startu jeszcze wszyscy jadą grzeczniutko i
spokojnie, niczym podczas wyścigu ToCA, lecz już na pierwszym zakręcie słychać
dźwięki gniecionej blachy, w powietrzu latają urwane części samochodu i jak
elementy otoczenia. Coś wybucha, nad głowami latają kierowcy, zwiastują swym
lotem totalny rozpierdziel jaki będzie miał za chwilę miejsce na trasie.
Przy tym wszystkim, sterowanie samochodem jest totalnie zręcznościowe.
Szczerze, to nie wyobrażam sobie jakiegoś realistycznego modelu jazdy w tej
grze. Ten obecny, mimo iż niezbyt prosty, jest szalenie satysfakcjonujący.
Wieś spokojna, wieś wesoła...
Skoro już wspomniałem o latających częściach tras w poprzednim akapicie,
pozwolę sobie rozwinąć ten temat. Na pudełku gry widnieje informacja, że na
każdej z tras znajdziemy ponad 8000 przedmiotów gotowych na apokalipsę, jaką im
szykujemy. Nie wiem czy ta liczba nie jest trochę przesadzona, ale naprawdę,
ilość owych rzeczy przekracza grubo kilka tysięcy.
A wszystko to wygląda po prostu malowniczo na samych trasach. Tory na których
się ścigamy znajdują się w kilku miejscówkach: miasto, wieś, złomowisko wraków
samolotów czy też totalne odludzie. Każde z tych miejsc wygląda po prostu
przepięknie, chociaż można czasem czepiać się zbyt dużej ilości elementów
dekoracyjnych na trasach (które to elementy, oczywiście, mogą zostać ofiarami
naszej apokalipsy).
Do pełnego efektu szerzonego przez nas armagedonu brakuje tylko dobrej,
rockowej muzyki... O której twórcy też pomyśleli: jesteśmy atakowani 20 utworami,
które w trakcie wyścigu skutecznie podbijają nie niski już poziom naszej
adrenaliny. Szkoda jedynie, że gdy muzyka przestaje grać, słychać w tle nijakie
dźwięki samochodów. Lecz nie można mieć wszystkiego, czyż nie?
Meta!
FlatOut: Apokalipsa to gra, przy której można wrzucić na totalny luz. Fakt,
jest wymagająca, ale zwycięstwa dają satysfakcję. Sianie samochodem totalnego
rozpierdzielu przy akompaniamencie fajnej, rockowej muzyki - powiedzcie mi, kto
o tym nigdy nie marzył? Pani w tylnym rzędzie? A nie, pani tylko ziewała... Tak
więc moje robaczki, polecam wam tą odsłonę FlatOuta z całego serduszka mojego
:)
Ocena: 8/10
Dex... kto Ci u licha kazał mordować kierowcę?! To jest sport, skoki w dal, w wyż, ewentualnie hazard jakiś, ale nie mordowanie! Owszem, można wylecieć przez przednia szybę, ale wszędzie są materace i kartony(wbrew pozorom bezpieczne)!
OdpowiedzUsuńWystarczy spojrzeć na oznaczenie PEGI, +12, w grach z takim oznaczeniem zły skrzat może co najwyżej wyparować.
Jak widać problem nie tkwi w grach, ale w graczach...
S